Drony w polskiej armii przestają być dodatkiem do wyposażenia. Stają się częścią struktury batalionu, systemu rozpoznania, rażenia, logistyki i ochrony wojsk. Polska rozwija więc nie pojedyncze zakupy, lecz model „dronizacji”, w którym bezzałogowce powietrzne i lądowe mają współpracować z czołgami, bojowymi wozami piechoty, artylerią oraz systemami antydronowymi.
Dlaczego drony zmieniają polską armię?
Doświadczenia wojny w Ukrainie pokazały, że bezzałogowce wpływają na działania na każdym szczeblu – od drużyny po dowództwo batalionu. Dron rozpoznawczy może wykryć cel, przekazać dane artylerii, skorygować ogień albo naprowadzić inny efektor. Z kolei niewielki FPV może zaatakować pojazd, stanowisko ogniowe lub umocnienie przy znacznie mniejszym koszcie niż klasyczna amunicja precyzyjna.
Wnioski te nie oznaczają jednak, że czołgi, bojowe wozy piechoty i artyleria tracą znaczenie. Polska koncepcja zakłada ich połączenie z sensorami, efektorami i systemami przeciwdziałania bezzałogowcom. Chodzi o stworzenie łańcucha uderzeniowego, w którym rozpoznanie, decyzja i rażenie są ze sobą bezpośrednio powiązane. Szerszy układ takich zależności określa się jako kill net.
Formalne powołanie Inspektoratu Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia, czyli IWBSU, 1 stycznia 2025 roku było elementem tego podejścia. Inspektorat nie tworzy odrębnego rodzaju sił zbrojnych złożonego wyłącznie z operatorów dronów. Jego zadaniem jest włączanie bezzałogowców do wszystkich rodzajów wojsk, szkolenie personelu i rozwijanie zdolności, które wzmacniają klasyczne formacje.

Model 44 – mniej wozów, więcej sensorów i efektorów
Model 44 to przede wszystkim zmiana strukturalna, a nie nazwa programu zakupowego. Zakłada przejście z batalionu o strukturze 58 wozów bojowych do układu 44 wozów, uzupełnionego o silny komponent bezzałogowych systemów uzbrojenia. Różnica nie ma oznaczać pozostawienia pustego miejsca. Część potencjału ma przejąć modułowa Kompania BSU, zapewniająca batalionowi sensory i efektory.
W takim układzie mniejsza liczba pojazdów ma być równoważona większą zdolnością obserwacji, szybszym przekazywaniem informacji i możliwością rażenia celów na odległość. Według założeń przedstawianych przez przedstawicieli Sztabu Generalnego sensory batalionowe mogą prowadzić rozpoznanie na głębokości kilkudziesięciu kilometrów, a amunicja krążąca może oddziaływać na cele oddalone nawet o około 30 km. Są to założenia zdolności, a nie jednolity parametr każdego pododdziału czy każdego systemu.
Model 44 ma być modułowy. Oznacza to, że nowy typ czołgu, bojowego wozu piechoty albo kołowego transportera opancerzonego powinien zwiększać potencjał batalionu, ale nie wymuszać całkowitego przebudowania jego organizacji. Taka konstrukcja ma także ułatwić wykorzystanie istniejących i zakontraktowanych pojazdów do formowania większej liczby ukompletowanych jednostek.
Nie należy jednak przedstawiać Modelu 44 jako rozwiązania już wdrożonego w całych Siłach Zbrojnych RP. Koncepcja jest testowana w ograniczonej liczbie jednostek, a część batalionów wyposażanych w Abramsy i K2 funkcjonuje początkowo w strukturze 58 wozów. Zmiana ma następować po osiągnięciu gotowości i certyfikacji jednostek, dlatego pełna implementacja jest procesem rozłożonym na kilka lat.
Najważniejsze korzyści zakładanej struktury wynikają z połączenia pojazdów załogowych z bezzałogowcami:
- Większa świadomość sytuacyjna – rozpoznanie może obejmować obszar poza bezpośrednią obserwacją załóg.
- Elastyczne rażenie – batalion otrzymuje dostęp do efektorów dopasowanych do różnych odległości i celów.
- Lepsza manewrowość – mniejszy, modułowy układ może być trudniejszy do wykrycia i szybciej zmieniać położenie.
- Racjonalniejsze wykorzystanie pojazdów – część zadań rozpoznawczych, ochronnych i uderzeniowych przejmują systemy bezzałogowe.
Jakie rodzaje dronów wykorzystuje Wojsko Polskie?
Określenie „dron” obejmuje bardzo różne systemy. Inne wymagania stawia się mikrodronowi używanemu przez patrol, inne bezzałogowcowi rozpoznawczemu kierującemu ogniem artylerii, a jeszcze inne platformie logistycznej. W polskiej armii rozwijane są także bezzałogowe systemy lądowe, które nie latają, lecz mogą przewozić amunicję, prowadzić obserwację albo ewakuować rannych.
| Kategoria | Przykłady | Główne zadanie |
|---|---|---|
| Rozpoznawcze | FlyEye, Black Hornet 3, mikrodrony wielowirnikowe | Obserwacja, wykrywanie celów, retransmisja i wsparcie dowodzenia |
| Uderzeniowe | FPV, Warmate, system Gladius, amunicja krążąca | Rażenie celów i współpraca z rozpoznaniem |
| Dalekiego zasięgu | Wybrane systemy amunicji krążącej, w tym rozwijane konstrukcje krajowe | Oddziaływanie na cele na dużej głębokości |
| Logistyczne i ewakuacyjne | Bezzałogowe platformy lądowe, U-HeMiT Kurier | Transport zaopatrzenia, amunicji i ewakuacja rannych |
Na najniższym szczeblu szczególne znaczenie mają FPV i niewielkie bezzałogowce obserwacyjne. Są relatywnie tanie, szybko zużywają się w działaniach i mogą być modyfikowane pod konkretne zadanie. Na szczeblu batalionu większą rolę odgrywają systemy integrujące rozpoznanie, dowodzenie i rażenie, takie jak Gladius.
Rozwijane są również platformy lądowe. W testach sprawdza się ich przydatność do dostarczania amunicji, obserwacji terenu, prowadzenia ognia oraz ewakuacji poszkodowanych. Ich przewagą jest możliwość wykonania zadania w miejscu, do którego wysłanie żołnierzy byłoby szczególnie ryzykowne. W przyszłości mogą więc uzupełniać, a nie zastępować, systemy powietrzne.
Osobną kategorią są tak zwani lojalni skrzydłowi, czyli bezzałogowe platformy współpracujące z maszynami załogowymi. W Polsce pozostaje to kierunkiem rozwojowym i obszarem testów. Nie należy utożsamiać zapowiedzi obserwowania tej technologii z jej pełnym wdrożeniem liniowym.
IWBSU i dronlaby – jak powstają zdolności w jednostkach?
IWBSU pełni funkcję organizacyjną, nadzorczą i szkoleniową. Inspektorat odpowiada za rozwijanie systemowego podejścia do bezzałogowców, a także za łączenie potrzeb jednostek z ofertą przemysłu i instytutów badawczych. Jednym z narzędzi tej zmiany są etatowe dronlaby działające na szczeblu brygady.
Dronlab nie jest wyłącznie pomieszczeniem z drukarką 3D. To warsztat, pracownia projektowa i miejsce szkolenia, w którym można naprawiać, składać, testować oraz modyfikować niewielkie bezzałogowce. W programie pilotażowym uczestniczy dziewięć jednostek, a wnioski z ich działalności mają pomóc w rozwijaniu kolejnych zespołów.
Ścieżka tworzenia zdolności dronlabu obejmuje kilka powiązanych etapów:
- Szkolenie w WAT – wyznaczeni żołnierze poznają budowę dronów FPV, projektowanie, druk 3D, montaż, naprawy i obloty.
- Wyposażenie jednostki – brygada otrzymuje stanowiska warsztatowe, narzędzia, urządzenia do druku przyrostowego oraz podzespoły potrzebne do pracy.
- Serwis i utrzymanie – zespół naprawia uszkodzone platformy i przygotowuje części zamienne, skracając czas oczekiwania na dostawy.
- Testy i modyfikacje – żołnierze sprawdzają konstrukcje w warunkach szkoleniowych i dostosowują je do potrzeb jednostki.
- Rozwój własnych projektów – docelowo dronlaby mają zyskać zdolność projektowania i produkcji bardziej zaawansowanych konstrukcji.
Druk 3D przyspiesza tworzenie ram, uchwytów, osłon i elementów montażowych. Nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów. Elektronika, optoelektronika, akumulatory i silniki nadal wymagają dostaw z rynku, a gotowy produkt musi przejść testy bezpieczeństwa i niezawodności. Dronlab zwiększa samodzielność jednostki, lecz nie zastępuje przemysłowego łańcucha dostaw.
Istotna jest także zmiana szkolenia. Żołnierz powinien umieć korzystać z własnych bezzałogowców, ale również rozpoznawać zagrożenia związane z ich użyciem i przeciwdziałać systemom przeciwnika. W tym sensie dronizacja dotyczy nie tylko operatorów. Wpisuje się w szkolenie całych pododdziałów.
Przemysł i bezpieczeństwo łańcucha dostaw
Rozwój dronów wymaga współpracy wojska, spółek państwowych, firm prywatnych, uczelni i instytutów badawczych. Znaczenie ma tu produkcja dual-use, czyli technologii możliwych do wykorzystania zarówno na rynku cywilnym, jak i wojskowym. Taki model ułatwia szybkie prototypowanie i pozwala korzystać z większej bazy inżynierów oraz dostawców.
Wśród krajowych systemów znajdują się między innymi FlyEye, Warmate i Gladius. Jednocześnie rozwijają się mniejsze firmy oferujące mikrodrony, platformy logistyczne i rozwiązania antydronowe. Przykładem kierunku rozwoju jest U-HeMiT Kurier, autonomiczna platforma logistyczna opracowywana z myślą o transporcie w trudnych warunkach.
Niezależność nie oznacza całkowitego odcięcia od zagranicznych technologii. Chodzi raczej o dywersyfikację dostawców, kontrolę oprogramowania, możliwość serwisowania sprzętu w kraju i ograniczenie zależności od komponentów pochodzących spoza NATO, w tym z Chin. W przypadku dronów ma to szczególne znaczenie, ponieważ ich cykl życia jest zwykle znacznie krótszy niż cykl życia czołgu czy transportera.
Jakie wyzwania stoją przed dronizacją?
Duża liczba bezzałogowców tworzy nowe wymagania. Nie wystarczy kupić platformy i przeszkolić operatorów. Trzeba zapewnić energię, części, łączność, oprogramowanie, ochronę przed zakłóceniami oraz procedury szybkiej wymiany zużytego sprzętu. Najważniejsze problemy to:
- Energia w warunkach polowych – jednostki potrzebują baterii, ładowarek, agregatów i magazynów energii.
- Serwis i części zamienne – uszkodzenia muszą być usuwane szybko, często poza centralnym zakładem remontowym.
- Odporność na zakłócenia – systemy powinny zachować użyteczność w środowisku walki elektronicznej.
- Interoperacyjność – dane z dronów muszą trafiać do dowodzenia, artylerii i innych systemów bez ręcznego przepisywania informacji.
- Ciągła zmiana taktyki – rozwiązania skuteczne dziś mogą wymagać modyfikacji po pojawieniu się nowych metod zakłócania i zwalczania dronów.
Ryzykiem byłoby bezkrytyczne kopiowanie doświadczeń z Ukrainy. Tamtejsze rozwiązania powstawały w konkretnych warunkach, przy określonej strukturze sił, dostępności technologii i charakterze frontu. Polska armia musi korzystać z tych doświadczeń, ale dopasowywać je do własnych jednostek, systemów dowodzenia, logistyki i zobowiązań sojuszniczych.
Drony w polskiej armii – kierunek na kolejne lata
Najważniejsza zmiana polega na odejściu od traktowania bezzałogowca jako pojedynczego urządzenia. Dron ma być elementem większego systemu obejmującego rozpoznanie, dowodzenie, rażenie, ochronę antydronową i logistykę. Model 44, IWBSU oraz dronlaby tworzą organizacyjne podstawy takiego podejścia.
Nie oznacza to końca klasycznych wojsk pancerno-zmechanizowanych. Oznacza ich przebudowę tak, aby każdy batalion i coraz niższe szczeble mogły korzystać z sensorów i efektorów bezzałogowych. W przyszłości kontakt z dronem może stać się dla żołnierza równie typowy jak użycie radiostacji – nie jako ciekawostka, lecz jako standard działania.