Kagero Publishing

okrety ws02 aero05 sm06 mwsp03 amia04 Okrety01 mil

Back Jesteś tutaj: Start Wywiady Kto strzeże bezpieczeństwa Europy?

Wywiady

Kto strzeże bezpieczeństwa Europy?

 

Rozmowa z Marcinem Terlikowskim, ekspertem PISM

PL: Czy unijna Wspólna Polityka Bezpieczeństwa i Obrony (WPBiO) to tylko piękna idea, która nie ma szans na realizację, czy też realny projekt, który należy zrealizować?

MT: Podstawą wielu politycznych projektów są ambitne idee. Nie inaczej jest w przypadku WPBiO, dla której impulsem był pomysł zintegrowania polityki zagranicznej, a następnie także polityki bezpieczeństwa państw należących do Wspólnoty. Na pewno można dopatrywać się w nim idealistycznych idei sięgających lat pięćdziesiątych, a więc jeszcze planu Plevena, wizji budowy wspólnej armii europejskiej, która jednak poniosła wówczas fiasko.

Obecnie jednak jest to konkretny projekt, który ma dawać Unii Europejskiej narzędzia do reagowania w sytuacjach kryzysowych, także poza Europą. Celem wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony jest również wzmocnienie pozycji Unii Europejskiej, jako odpowiedzialnego gracza stosunków międzynarodowych. Taki podmiot musi mieć nie tylko instrumenty o charakterze politycznym czy ekonomicznym, ale również militarnym.

Czy nadrzędnym celem WPBiO  jest powstanie europejskiej armii?

Nie. Warto jednak zauważyć, że terminu „armia europejska” chętnie używają Niemcy. Również niektórzy badacze mówią o armii, chociaż należy zaznaczyć, że jest to pewien sposób rozmowy o strukturach, które w rzeczywistości nie byłyby wcale armią. Postulując budowę armii europejskiej nie mamy na myśli powołania czegoś na kształt Legii Cudzoziemskiej, złożonej z obywateli państw Unii Europejskiej i podległej Brukseli. Dyskusja o armii europejskiej tak naprawdę dotyczy wzmocnienia wielonarodowych zasobów wojskowych  pozostających do unijnej dyspozycji. I tylko w tym zakresie można powiedzieć, że armia europejska jest celem WPBiO.

Czy taka armia powstanie?

Wątpię, by nawet w ciągu kilkunastu lat możliwe było stworzenie wspólnej armii europejskiej. Natomiast rozwój wspólnych zdolności będzie postępował.

Do czego powinny być wykorzystywane europejskie zgrupowania bojowe? Jakie powinny mieć zadania?

Mówienie o europejskich zgrupowaniach bojowych wymaga usystematyzowania. W tej chwili sztandarowym projektem wspólnych zdolności wojskowych Unii Europejskiej są tzw. grupy bojowe. Są to wielonarodowe jednostki wojskowe liczące od 1,5 tyś. do 2,5 tyś. żołnierzy, tworzone zazwyczaj przez kilka państw. Te grupy pełnią półroczne dyżury i w tym czasie są gotowe do podjęcia natychmiastowego działania w określonym regionie ogarniętym kryzysem, jeżeli oczywiście zapadnie stosowna decyzja Rady Unii Europejskiej. Jest to główne narzędzie wojskowe pozostające do dyspozycji Unii. Nie zostało ono jednak do tej pory użyte ze względu na fakt, że to instrument wysoko wyspecjalizowany. W zamyśle ma służyć do stabilizowania potencjalnie najtrudniejszych sytuacji, które, zdaniem większości państw członkowskich, do tej pory się nie wydarzyły. Siły wojskowe wykorzystywane jak dotąd w operacjach Unii Europejskiej pozyskiwane były za każdym razem na zasadzie dobrowolnych wkładów państw członkowskich, różnych przy różnych misjach.

Czy w sytuacji powstania euro-armii lub innej formy europejskich sił zbrojnych groziłaby nam dominacja francusko-niemieckiego tandemu?

Trudno przewidywać zdominowanie zdolności wojskowych Unii Europejskiej przez jakieś określone państwo. Skład narodowy każdej operacji zależy od stopnia zainteresowania nią poszczególnych państw, a to z kolei jest wynikiem szeregu czynników, jak choćby regionu misji. Rzecz jasna nie wszystkie państwa członkowskie starają się angażować w unijne misje, ale dla niektórych z nich pewne operacje mają charakter priorytetowy. Najlepszym tego przykładem jest bardzo duże zaangażowanie Francji w misje w Czadzie czy też Niemiec w Kongo.

Czy WPBiO nie jest formą dublowania zadań NATO? Czy po powstaniu euro-armii NATO w ogóle będzie Europie potrzebne?

Wydaje się, że jak dotąd nie ma takiego zagrożenia. Nie dublowano NATO, dlatego że większość unijnych misji nie miała charakteru stricte militarnego. Z ponad dwudziestu misji, tylko kilka miało taki charakter, a tocząca się najdłużej, w Bośni i Hercegowinie, jest misją realizowaną w ramach porozumienia Berlin Plus, czyli w ścisłej współpracy z NATO. Do tej pory UE działała raczej w myśl doktryny misji kombinowanych, militarno – cywilnych. Realizowano ideę comprehensive approach, czyli polityki integrującej podejście cywilne z wojskowym, pozwalające na szybsze i skuteczniejsze odbudowywanie instytucji państwowych oraz społecznych po kryzysie. Pod tym względem NATO nie ma prawie żadnych doświadczeń, więc na razie trudno jest mówić o dublowaniu czy też jakiejkolwiek konkurencji.

Czy można już teraz mówić o istnieniu konkurencji między siłami europejskimi a NATO?

W tej chwili skonkretyzowane zdolności wojskowe UE sprowadzają się do istnienia grup bojowych. Z kolei NATO to m.in. rozbudowana struktura dowódcza, wspólne ćwiczenia sojusznicze, ciągłe planowanie na wypadek sytuacji nadzwyczajnej a także siły reagowania kryzysowego, NATO Response Force, które są dziesięciokrotnie większe niż unijne grupy bojowe. W wymiarze wojskowym UE nie jest więc obecnie żadną konkurencją dla NATO. To ciągle przede wszystkim organizacja gospodarcza oraz polityczna. Kwestie bezpieczeństwa są na dalekim miejscu. Taki stan się utrzyma, chyba, że państwa UE jednak zdecydują się iść w kierunku wspólnej europejskiej armii i ścisłej federacji. Teoretycznie, droga do tego jest raczej prosta, wystarczy wykorzystać istniejące instrumenty, podjąć decyzje polityczne, sfinansować odpowiednie projekty. Wtedy będzie to jak najbardziej możliwe. Pytanie tylko czy państwa UE chcą tak daleko posuniętej integracji. W tej chwili nic na to nie wskazuje.

Czy obecny kryzys gospodarczy wpływa jakoś na podejście Brukseli do wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony?

Wpływa i to bardzo negatywnie. Kryzys gospodarczy zmusił prawie wszystkie państwa europejskie do głębokich cięć wydatków na obronność. Szukając oszczędności, kraje UE zaczęły redukować swoje armie, złomować stary sprzęt, anulować kontrakty na zakupy nowego uzbrojenia oraz, co bardzo ważne, przestały być zainteresowanie rozwijaniem zasobów wojskowych na potrzeby misji unijnych oraz udziałem w samych operacjach. Francja i Wielka Brytania skierowały się ku sobie, aby przez współpracę dwustronną, odbywającą się poza ramami Unii Europejskiej, ograniczyć wpływ kryzysu na ich zasoby wojskowe. W podobny sposób myślą kraje skandynawskie. W takich warunkach rozwój WPBiO został w zasadzie zatrzymany i nie wiemy kiedy państwa Unii zechcą ponownie zainwestować w dalszy rozwój zasobów, umożliwiających UE podejmowanie działań w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności.


Rozmawiał Paweł Luty
Współpraca Paweł Jan Skarżyński


Marcin Terlikowski - Analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Ekspert od spraw związanych z Europejską, prywatnych firm wojskowych oraz technologii teleinformatycznych. Współredaktor książki „Bezpieczeństwo teleinformatyczne państwa” (2009).

Najnowsze wiadomości

zapraszamy do sklepu    •    sklep.kagero.pl

nowosci portal